Arjano Navi Team - Rzeszów

W ten weekend Automobilklub Chełmski organizuje dwie imprezy: rundę TMMP "Bieluch - Biomlek '2007" i rajd zaliczany do Turystyczno - Nawigacyjnych Mistrzostw Zmotoryzowanych Niepełnosprawnych "Niedźwiadek '2007". My startujemy w "Bieluchu". Studiuję regulamin uzupełniający obu rajdów, dochodzę do wniosku, że "Niedźwiadek" startuje odcinkiem nawigacyjnym, nocnym w piątek, my dopiero rano w sobotę. Zapada decyzja, że wyjedziemy z domu wcześniej i już w piątkowy wieczór wystartujemy w nawigacji. Oczywiście poza klasyfikacją, tak, by się rozerwać i powalczyć na ciemnych drogach ziemi chełmskiej. Próbuję wyliczyć łączne koszty udziału w rajdzie, zliczam noclegi, wpisowe. Brakuje mi informacji o posiłkach, nie wiem w końcu gdzie jest zakończenie, i czy "turyści" mają jechać do Okuninki nad jezioro Białe, czy jest to tylko opcja dodatkowa. Dzwonię do komandora Grześka i pytam o szczegóły. Dostaję informację, bym nie kombinował, bo odcinka nocnego i tak nie ma. "Czekamy na Jurka" - twierdzi Grzesiek. Jurek w piątek nie zdąży, więc przenosimy odcinek na dzień sobotni, gdyż wraz z Dorotą stanowią aż 25 % załóg zgłoszonych w ostatni wieczór przed rajdem. 4 załogi... Ech!

001

Na spokojnie wyjeżdżamy więc do Chełma i wieczorem osiągamy miasto. Szkoda jechać od razu do hotelu, decydujemy się na spacer sennymi uliczkami. Parkujemy w pobliżu ryku i idziemy w kierunku bazyliki. Starówka pięknie podświetlona, cerkiew Jana Teologa, kościół Rozesłania Apostołów, stara studnia na rynku i bazylika na górce. Uliczki są puste, gdzieniegdzie spotykamy pojedynczych przechodniów.

002

Wracamy do samochodu i kierujemy się w kierunku hotelu, nie jest daleko. Hotel "Stadion" nie grzeszy jakością, wchodzimy bocznymi drzwiami, bo remont. Podajemy swoje nazwiska, recepcjonistka mówi, że i tak nie ma listy zgłoszeń. Prosi o dowód osobisty i zatrzymuje go, gdyż jak twierdzi, nie ma potwierdzenia, kto zapłaci za nocleg. Rano się okazuje, że organizator złożył odpowiednie pismo i dowód wraca do nas. Wieczorem spotykamy się jeszcze z załogami z Poznania, Warszawy oraz miłą załogą śląsko-zagłębiowską. Wieczorne rodaków rozmowy, wspominamy poprzednie imprezy i z zaciekawieniem słuchamy wykładu Darka "Zagłębie jako takie, a jak nie takie, to jakie i dlaczego? Rola Zagłębia w kształtowaniu relacji polityczno-historycznej ze Śląskiem. Fakty, mity i uprzedzenia". Tuż przed północą wymykamy się do swoich pokojów, jeszcze rzut oka na mapy okolic Chełma i spać. Rano wstajemy wcześniej, nie mamy paliwa, musimy jeszcze odwiedzić stację benzynową. Bożka coś wspomina o śniadaniu, przechodzę się po korytarzu, nie znajduję nawet sali, w którym mogłoby się odbyć, eee, tu raczej nie będzie. Zjadamy wczorajsze drożdżówki i ruszamy do centrum. Tankujemy i na 30 minut przed czasem meldujemy się na starcie. Po przyjeździe okazuje się, że z cateringiem śniadaniowym wyjechał do nas Waldi. Cóż - nie zrozumieliśmy się, nie tylko zresztą my.

003

Organizatorzy przygotowują biuro rajdu, w eleganckiej sali Urzędu Miasta Chełma przygotowane miejsce na odprawę. Mównica, flagi i logo Automobilklubu, wygodne krzesełka i stoliki. Ania częstuje kawą lub do wyboru herbatą w kilku odmianach smakowych. Dla łasuchów ciasteczka. Czas biegnie miło i sympatycznie, czekamy do 8:30 i rejestrujemy się jako załoga. Muszę wylosować numer startowy, nie są przyznawane zgodnie z "zasługami" z poprzedniego roku. Pechowo wybieram jedynkę, znowu będziemy przecierać szlaki. Sumienie męczy, numer 1 przynależy mistrzom Jackowi i Darkowi.

004

Wracamy na salę, rozkładamy materiały rajdowe i zawzięcie studiujemy, pozostałe załogi siedzą z nosem w mapach, popijają kawę i czekają na rozpoczęcie. Odprawa zaczyna się punktualnie i Grzesiek precyzyjnie przedstawia plan imprezy. Jak przystało na rozpoczęcie Mistrzostw Polski odegrany zostaje hymn narodowy, po czym rajd zostaje otwarty! Każdy z uczestników otrzymuje małego, białego duszka Bielucha. Dobrym ludziom przynosi szczęście i spełnia marzenia. Aby więc... ciiiiiiicho! Jeszcze tylko jedna uwaga komandora: zawieruszyły się puchary dla zwycięzców, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, proszony jest o informację do biura rajdu...

005

Pierwszy odcinek pieszy, zwiedzamy historyczne centrum Chełma. Mamy na to 70 minut, a do odwiedzenia 13 zabytkowych obiektów. Z pięknie wydanym folderem w ręku ruszamy na trasę. Mamy na mapce zaznaczone położenie interesujących nas budynków, teraz tylko ile pary w nogach! Od magistratu, przez unicką cerkiew św. Mikołaja, dawne kolegium Pijarów, synagogę dochodzimy do bazyliki i resztek grodziska na Wysokiej Górce. Przy każdym obiekcie notujemy z tablic informacyjnych najważniejsze fakty i dane dot. zabytków. Oprócz architektury poznajemy też ciekawe okazy florystyczne: miłorząb dwuklapowy na dziedzińcu Instytutu Maryjskiego, jesion wyniosły na Górce oraz ajlant gruczołowaty, zwany inaczej bożodrzewem albo drzewem niebios, który dumnie stoi na Placu Łuczkowskiego.

006

Spacer nasz przypomina bieg maratoński, od punktu do punktu idziemy szybkim marszem, jest gorąco! Bożka dokładnie i systematycznie próbuje poznać zabytki. Specyfika rajdu turystycznego jest niestety taka, że preferowana jest bystrość, szybkość i spostrzegawczość. Tu ukryta tablica, tam ciekawe drzewo, tu zdobyta informacja od księdza czy kustosza. Poganiam. Skutkiem tego jest to, że jesteśmy na mecie na 10 minut przed czasem. Pozwala nam to przysiąść na ławeczce, uporządkować notatki, odzyskać oddech, wysuszyć pot i odzyskać normalne kolory. Na minutę przed czasem oddajemy kartę i w grupie załóg czekamy na dalszy ciąg. Z różnych stron schodzą się załogi, widzę, że organizator dość luźno traktuje ramy czasowe, na kolejne załogi czekamy jeszcze z 10 minut. Spóźnienia nikt nie dostaje.

007

W międzyczasie pocieszamy Waldka-Żabę. Kierowca startujący w rundzie niepełnosprawnych otrzymał właśnie zaproszenie od Straży Miejskiej Chełma w celu wyjaśnienia, dlaczego zaparkował swojego pomarańczowego bolida na ...miejscu przeznaczonym dla niepełnosprawnych. Sprawa wydawałaby się zabawna, lecz Żaba nie ma oznakowanego samochodu stosowną naklejką. Czemu? "Nie chciało mi się załatwiać" - twierdzi. Duży punkt zatem dla chełmskiej Straży za prężność i działanie. Mamy nadzieję, że Waldi sprawę wyjaśnił i żadnych kłopotów z tego tytułu nie miał...

008

009

Ruszamy w zorganizowanej kolumnie na rynek miasta, na miejsce startu honorowego. Jesteśmy prowadzeni przez "tajny" wóz policyjny, który na tą okazję uzbroił się w niebieskiego koguta. Stajemy pomiędzy straganami z kolorowymi kwiatami i owocami i czekamy na start. Słyszymy, jak z głośników biegną spoty reklamowe rajdu, wykonane profesjonalnie i "z jajem". Promocję impreza ma doskonałą, od dawna można było poczytać o niej na stronach www, posiada także swoją własną witrynę. W lokalnych gazetach pojawiły się zaproszenia i informacje.

010

Zastanawiamy się więc, dlaczego taka niska frekwencja. To narastający problem rajdów turystycznych, także nawigacyjnych, sport samochodowy jest bowiem w pełni rozkwitu. Może to kwestia widowiskowości imprez, sukcesów Kubicy, wzory mistrzów rajdowych, a może z drugiej strony brak dostatecznych finansów, odejście od aktywnej turystyki i zniechęcenie potencjalnych zawodników? Pewnie wszystko po trochu...

011

Michały z Warszawy mają kłopot z autem. Padł rozrusznik i ciężko jest samochód uruchomić. Michał senior wpada na pomysł, że nie będzie po prostu go gasił. O startu aż po metę pierwszego odcinka widywać będziemy jego puste autko pyrkające sobie wesoło przy zwiedzanych obiektach.

Mija nasza minuta startu, powoli wyjeżdżamy na trasę odcinka samochodowego. Na pierwszych światałach skręt w prawo i już wypatrujemy pierwszego zadania turystycznego. Mamy odpowiedzieć w jakim konkursie w 2006 r. Automobilklub Chełmski zajął pierwsze miejsce. Jadę powoli dwupasmową drogą, kierowcy za mną wydają się być zniecierpliwieni. Przed nami, w oddali, widzę tablicę z logo Klubu, wystarczy się odwrócić i przeczytać. Najwolniej jak tylko mogę przetaczam się przy tablicy, niestety, nie jesteśmy w stanie odczytać miniaturowych literek, widać tylko jakieś loga. Muszę się zatrzymać, tylko gdzie? Wybieram skręt w prawo, szybko wypuszczam Bożkę, która z notesem w ręku biegnie pod tablicę. Sam próbuję przycupnąć na chwilę, o znalezieniu miejsca parkingowego nie ma mowy. Zawracam, to tam, to tu, w końcu przeganiany przez kierowców ustawiam się na głównej drodze możliwie blisko prawego pobocza i włączam światła awaryjne. Hmmmm, nieciekawie, Bożka wracaj! Sekundy rozciągają się w nieskończoność, wiem, że chełmscy kierowcy klną pod nosem. Przede mną wóz poznańskiej załogi. Wreszcie mamy odpowiedź, to konkurs "Bezpieczne Drogi". W sumie to wiedziałem o tej inicjatywie Automobilklubu z tamtego roku, czytałem o przyznanej im nagrodzie i funduszach na działalność w tym zakresie, ale odpowiedź musi być potwierdzona na trasie. Teraz mała nawigacja po dwóch rondach i odczytujemy na kolejnej tablicy, że dopuszczalna prędkość maksymalna na obszarze zabudowanym to 50 km/h. Ze zdziwieniem odczytamy na mecie, że 90 km/h, ale okaże się to tylko przeoczeniem. Teraz Bożka wskazuje "na rondzie prosto". Ustawiam się na odpowiednim pasie, zerkam kątem oka na itinerer i widzę, że wyjechać mamy z ronda drugim wyjazdem, a "prosto" to dopiero trzeci. Błyskawiczna decyzja, robię na rondzie pełne koło i odliczam drugi zjazd. Hmmm, nieco pod kątem opuszczamy rondo, bonusem po tym manewrze jest to, że teraz wszystkie namiary zgadzają się doskonale, wcześniej mieliśmy ok. 100 m odchylenia.

Długi przelot do kilometra 12 i tu skręt w lewo. Szukamy skrzyżowania, mijamy wjazd na stację benzynową. Za daleko! Wracamy i wjeżdżamy na stację. Odnajdujemy odpowiedź na pytanie o datę powstania browaru Dojlidy i nie bez pewnych kłopotów i zastanowień wracamy na drogę główną. Tu mamy jednak skręcić w prawo, czyli wracamy do miasta? Niekoniecznie, za chwilę wykonamy skręt z głównej i bocznymi drogami pomkniemy do Pawłowa. Mijamy prostopadłościenną wieżę z kamienia. Organizator pyta, czy podoba się nam ona. Fajne pytanie, oczywiście nic nie wnoszące do rajdu. Można było zapytać z czego zrobiona lub ile stalowych opasek posiada, ale tak przynajmniej atmosfera w aucie jest żartobliwa. Wpisujemy, że wieża jest przecudnej urody i podoba nam się bardzo, bardzo!

012

Okropnie dziurawą i pofałdowaną drogą dojeżdżamy do kościoła w Pawłowie. Świątynia jest otwarta, cztery zażywne panie wyciągają na wysoki połysk podłogę z płytek. Aż głupio chodzić po świeżo zmytej powierzchni. Panie są miłe, chętnie udzielają odpowiedzi na pytania załóg. Wskazują gdzie są ołtarze, które z nich to boczne. Śmieszy nas to trochę, widzimy w oczach wytrawnych zawodników uwielbienie dla "przewodniczek", które wskazują tak oczywiste rzeczy... Wychodzimy z kościoła, wsiadamy do auta, ruszam. Kilka samochodów jednocześnie wyjeżdża na drogę. Nagle, we wstecznym lusterku widzę, że przy ogrodzeniu kościoła ustawiona jest tablica. Delikatnie zwalniam, cofam i już znam jej tekst. A pierwsze zdanie brzmi "W kościele zbudowano aż 5 bocznych ołtarzy". Potwierdza to nasze wyliczenia, do pięciu potrafimy zliczyć... Na mecie okaże się, że organizator anuluje to pytanie. Powodem będzie to, że kościół ...był otwarty! A miał nie być... Ewenement na skalę światową! "Zawodnicy zostali błędnie poinformowani przez konserwatorki powierzchni płaskich z mopami w dłoniach". Hmmm, mogli sami policzyć bądź ostatecznie przeczytać tekst na tablicy. No comments, jak mawiają w deszczowym Londynie.

013

Teraz króciutki przejazd i parkujemy na trawiastym parkingu. Przed nami konieczność zapoznania się z ekspozycją izb garncarskiej i bednarskiej. Jest tylko mały problem, bednarska jest zamknięta. Krótka konsternacja, ktoś proponuje telefon do komandora. Zwycięża rozsądek, zamknięta to trudno, idziemy dalej. Garncarska też zamknięta, ale znajduje się kustosz, który już spieszy by ją nam otworzyć. Oglądamy wyroby z ceramiki, dzbanki - siwaki, czytamy tekst kroniki garncarskiej, oglądamy zdjęcia. Dowiadujemy się, że siwy kolor ceramika uzyskuje podczas "wypalania w atmosferze redukcyjnej". Okazuje się, że pracownik Domu Kultury posiada także klucze do wystawy bednarskiej. Idziemy i tam. Beczki, beczułeczki, cebrzyki, faski, dzieże, szafliki, maśnice i bukłaki wykonane z drewna stoją pod ścianami. Na tablicach prezentowane są ciekawe narzędzia: racambry, szaby, stalki, skrobki, kobylniczki, rabanki, darniki, strużki i zwykłe już młotki. Pokazuję Obserwatorowi PZM rabcygę, wymieniamy zdanie, że gdybyśmy organizowali ten rajd, to zadalibyśmy pytanie "Co to jest rabcyga?". Na mecie okaże się, że prorocy z nas, czy co?

Opuszczamy Pawłów, za moment przejeżdżamy przez rzekę Dorohuczę, która łączy chełmskie parki krajobrazowe z doliną Wieprza. Za rzeką ładna kapliczka z rzeźbą św. Nepomucena. W 1879 r. prawosławny ksiądz Kaliniuk został posądzony o wykradzenie figurki Nepomucena, w miejsce której wstawiona została figurka prawosławnego św. Kiryły. Mieszkańcy Pawłowa mieli w pamięci ten incydent i przez wiele lat walczyli o przywrócenie wolności wyznaniowej. Wg podania Nikodem Kosz, mieszkaniec pobliskiej wsi porwał figurę Kiryły i spławił ją rzeczką, za co ukarany został przez władze carskie zsyłką, z której nie powrócił.

W tym miejscu przeżywamy lekki stres, mylę Nikodema z Nepomucenem, oba imiona na N i takie dziwne... Na pytanie, czy Nikodem powrócił ze zsyłki odpowiadam, że tak, figurka Nepomucena wróciła na swoje miejsce do kapliczki po I wojnie św. Bożka zła, ja już poganiam kolejny kilometr i nie daję sobie wmówić, że Nikodem to nie jest Nepomucen. Przecież jest, mówię, figurka Nikodema! Czy Nepomucena? Nagle dostrzegam absurdalność tej sytuacji, zatrzymujemy się. Zrobiłem zdjęcie, trzeba je przejrzeć. Odnajdujemy tekst o Nikodemie Koszu, któremu nie dane było wrócić do ojczyzny.

Dłuższy przelot dobrą drogą i po 3. kilometrze skręcamy na podwórko firmy "Pawłowianka". Do dziś produkuje się tu beczki, kilka z nich, olbrzymich rozmiarów stoi na podwórku. Zawracamy i itinerer podaje skręt za bramą w lewo. Niestety, na jezdni wymalowana jest linia ciągła, skręt z tej pozycji w lewo jest niemożliwy. Organizator tego małego detalu nie spostrzegł. Fajny myk na nawigację, wątpimy, by tu był użyty i wykorzystany. Powinniśmy skręcić w prawo i kontynuować trasę wg itinerera. Nie ma takiej możliwości, opis dalsze trasy ewidentnie wskazuje, że ciągła linia to nie mur z betonu i przejechać go można...

014

Mijamy po drodze liczne pomniki, kapliczki, przy jednych się zatrzymujemy, przy innych nie. Trafiamy na przejazd przez tory, akurat dróżnik zamyka przejazd, czekamy na pociąg. Za nami zatrzymuje się Grzesiek, który ewakuuje swoje biuro na metę odcinka II do Krasnegostawu. Chwilkę gadamy, dowiaduje się, że właśnie na tym przejeździe nie tak dawno temu pijany dróżnik nie zamknął szlabanu. Na szczęście zauważono to i do żadnego wypadku nie doszło...

Po krótkim oczekiwaniu szlabany idą w górę a my kontynuujemy rajd. Zjeżdżamy z głównej i...stajemy na rozdrożu. Asfalt ucieka w lewo, a po stycznej do zakrętu, czyli na wprost biegnie betonowa droga z płyt. Zatrzymujemy się. Mówił coś Grzesiek na odprawie, że jeździmy tylko po asfalcie? Raczej nie - twierdzi Bożka. Ja też nie słyszałem. Gdzie jechać? Patrzymy w itinerer, przejazd do następnego skrzyżowania ponad kilometr, rezygnujemy, nie chce nam się wracać po betonach 2 kilometry. Sprawdzimy asfalt. Namiary kolejne zgadzają się, po chwili dojeżdżamy do pięknego pałacyku.

015

Nawrót na parkingu i znowu jesteśmy na drodze prowadzącej do Krasnegostawu. Po kilku kilometrach ostry zjazd do tyłu i lasem dojeżdżamy do początku żółtego szlaku turystycznego. Bierzemy kompas i idziemy 250 metrów na południe, około 160 m na zachód i 40 m na południowy zachód. Spotykamy Benka i spacer mija w sympatycznej atmosferze. Po piachach, wśród sosen dochodzimy do przedziwnego obiektu. W lesie, na szczycie wzgórza zbudowana z kamienia i cegły piramida. Strzelisty jej czubek góruje nad drzewami, widać okrągłe okienka, wychodzące na 4 strony świata. Zabytek mocno zaniedbany, na starym, gontowym pokryciu rosną drzewka i chwasty. Da się zaglądnąć do środka. Wewnątrz pusta komora, klepisko na podłodze, resztki cegieł, na ścianie nikłe ślady fresków czy malowideł. Kto wybudował ten przybytek, jakiemu celowi służył, jak dawno już istnieje - pozostanie tajemnicą...

Wracamy do auta, ciepło...

017

Znowu powrót na główną i 10 kilometrów na południe przed Krasnymstawem, po prawej stronie odkrywają się malownicze ruiny. Miejscowość nazywa się Krupe. To ruiny zamku, stojące nad rozlewiskami dopływu rzeki Wieprz. Od strony północno - zachodniej widzimy pozostałości stawu hodowlanego, który przekształcił się w okazałe, lecz zarośnięte jeziorko. Kiedyś była to doskonale ufortyfikowana warownia, wykonana z kamienia i cegły. Pierwotnie zamek wzniósł Jerzy Krupa Krupski herbu Korczak w końcu XV w. Rozbudowy zamku dokonał 100 lat później podkomorzy chełmski Paweł Orzechowski herbu Rogala. Wielokrotne pożary, rozbiórki i wojny, w tym II światowa doprowadziły warownię do stanu w jakim się obecnie znajduje. Z zamkiem związana jest legenda o postaci w kontuszu, która wyłania się wieczorami z mgieł jeziora i krąży wokół murów. Podobno pilnuje wielkich skarbów ukrytych w piwnicach zamku.

018

Nam nie udało się skarbów odnaleźć, nie szukaliśmy zresztą ich zbyt zawzięcie, zajęci byliśmy ustalaniem kierunków świata. Musieliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy od strony północnej da się do ruin wejść. Problem wynikał z tego, że zamek usytuowany jest tak, że posiada ściany północno - zachodnią i północno - wschodnią. Jedną stroną da się wejść, drugą niestety nie. Stwierdziliśmy, że zapewne autor trasy pyta o ścianę od strony jeziora i odpowiedzieliśmy "tak", dodatkowo wrysowując poglądowy rysunek wyjaśniający w kartę drogową. Organizator ma słuszne podejście do pytań PKP-owych, mają udowodnić, że załoga była w danym miejscu. Warto jednak zwrócić uwagę na jednoznaczność pytań, nie mogą one podlegać interpretacji i szukania definicji, np. co to jest tor i co to znaczy, że przechodzi przez drogę. Czy ma biec z obu stron po przejściu przez asfalt czy wystarczy, że kończy się wraz z brzegiem asfaltu.
Takie dywagacje...



powrót do strony głównej dalej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła